Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O Zosi niszczycielce — historja smutna wielce.

Dzisiaj rano, ledwo Tosia otworzyła piórnik, zaraz Zosia woła:

— Tosiu, dajno mi scyzoryk, odkręcę tę śrubkę w ławce!

Scyzoryk nie zdążył się nasrożyć, jak: zgrzyt… zgrzyt… już miał ostrze wyszczerbione o żelazną śrubkę.

Ale Zosia nie zważała na to, kręci dalej. Wtem ostrze ześlizguje się ze śrubki prosto w palec Zosi.

— A to wstrętny scyzoryk!

Zosia rzuciła go i owinęła krwawiący palec chusteczką.

Zaczęło się ćwiczenie.

— Oj, nie mam stalówki! Tosiu, pożycz mi stalówkę!

Tosia zaraz pożyczyła stalówkę.

Zosia gryzmoli, nie widzi, że atrament pryska ze stalówki, że całe palce atramentem powalane.

W końcu przycisnęła tak mocno, że strach! Stalówka pękła.

A na stronicę skoczyło dziesięć kleksów.

— Oj! co to będzie?

Przyjdzie, pani będzie się gniewała.

Ale Zosia znowu:

— Tosiu! pożycz mi gumę!

Chwyciła Zosia biedną gumę-myszkę: trze… trze… zamazała całą stronnicę.

— To jest guma do ołówka, atramentu nią nie zetrzesz!

Więc Zosia w płacz, a Tosia pociesza:

— Nie płacz, Zosiu, powoli nauczysz się wszystkiego… nie będziesz kaleczyła się scyzorykiem, nie będziesz robiła kleksów w kajecie, nie będziesz łamała stalówek.

Wszyscyśmy w piórniku powiedzieli, że ta nasza Tosia, to jest za dobra…