Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O moim biednym nosie i o szkaradnej Zosi.

Dziś usiadła koło nas nowa koleżanka.

Ta koleżanka jest taka mała, jak Tosia, więc będzie siedziała z nami w pierwszej ławce. Tej koleżance na imię jest Zosia.

Jak tylko ta Zosia usiadła koło Tosi, zaraz zajrzała do naszego piórnika.

Ja głowę wysadziłem, żeby jej się lepiej przyjrzeć, a ona prast! Prędko piórnik zamknęła i mój śliczny nos mi przygniotła!

Tosia tyle razy piórnik zamykała i nigdy, nigdy nosa mi nie przygniotła!

Zacząłem okropnie płakać!

Tosia pewno usłyszała, bo otworzyła piórnik, wyjęła mnie i aż się za głowę złapała.

A tamta Zosia wstrętna aż się pokładała na ławce ze śmiechu!

Nos miałem spłaszczony jak placek, obu dziurkami do góry.

Tosia, widząc moje zmartwienie, dobrała jeszcze czerwonej plasteliny i dorobiła mi nos jeszcze większy i jeszcze piękniejszy.

Kiedy wróciłem do piórnika — wszyscy mi zazdrościli.

Potem ta Zosia poprosiła Tosi, żeby jej pożyczyła ołówka. Ołówek wcale nie miał ochoty iść do tej Zosi, ale Tosia go wyjęła, dała jej i zamknęła piórnik.

Położyłem się więc na moim pamiętniku i zasnąłem, a tu mnie budzą jakieś jęki.

Guma-myszka szturcha mnie w bok:

— Wstawaj, wstawaj, Plastusiu! Zobacz, co się dzieje z ołówkiem!

Zrywam się, patrzę: ołówek leży w swojej przegródce cały pogryziony…

Jego śliczne boczki całe pokiereszowane.

— Co ci się stało? — pytam.

A biedny ołówek jęczy:

— Oj!… oj!… to ta szkaradna Zosia.

Co ona ci zrobiła?…

— Pogryzła mi boczki i mój śliczny blaszany kapelusz, bo nie mogła zrobić zadania.

— A co jej na to Tosia powiedziała?

— Nic jej nie powiedziała.

Wszyscy w piórniku okropnie się oburzyli i powiedzieli, że nikt nie da się więcej tej Zosi pożyczyć!…

Guma-myszka zapiszczała.

— Co tu robić?…

— Ona was wszystkich poniszczy, jak mnie — zajęczał ołówek.

— Ja ją w palec zatnę! — zazgrzytał scyzoryk.

— My ją atramentem powalamy! — zatrzeszczały stalówki.

— Ja jej poślę na kajet dziesięć kleksów! — zadudnił kałamarz.

— Ja jej zamażę wszystko w zeszycie! — pisnęła guma-myszka.

Tylko biedny ołówek niczem się nie odgrażał, leżał bez ducha z pogryzionemi boczkami i z pogryzionym kapeluszem.

Podesłaliśmy mu wycieraczkę od pióra, żeby mu było miękko, ale nic mu to nie pomogło. Boczki się nie zagoiły.