Muszę dziś trochę napisać o Tosi.
Tosia ma czarne oczy — takie jak moje.
Tosia ma nosek — nie taki duży, jak mój, tylko taki sobie zwyczajny nosek, ale niezgorszy.
Tosia ma dwa uszka, nie takie piękne i odstające jak moje, ale też niezgorsze.
A za temi uszkami Tosia ma dwa czarne warkoczyki.
Takich warkoczyków to ani ja nie mam, ani nikt. Te warkoczyki to są najładniejsze. Sterczą każdy w inną stronę, a na końcu mają kokardki.
Te kokardki od święta są rozmaite: czerwone i zielone, a na codzień granatowe.
Dzisiaj rano to się pokłóciłem z tą niemądrą gumą-myszką o Tosi warkoczyki. Guma-myszka powiada, że Tosi warkoczyki to są, jak jej ogonek.
— Jakto, jak twój ogonek? — pytam:
— A tak — nie słyszałeś, jak Bronek z ostatniej ławki wołał na pauzie, że Tosi warkoczyki to są „mysie ogonki”?…
Więc się okropnie zezłościłem, zacisnąłem pięści i zawołałem:
— Czy miałaś kiedy czerwoną, zieloną albo granatową kokardkę na końcu ogonka?…
Guma-myszka się zlękła i powiedziała, że żadnej nie miała.
— No widzisz — powiadam — to czemu się puszysz? Co Tosi warkoczyk, to Tosi warkoczyk, to nie twój ogonek!
Tosi warkoczyki są długie na palec i grube na palec i mają na końcu kokardki: czerwone, zielone albo granatowe!
Ja się kłócę z gumą-myszką, a tu patrzę, Tosia siedzi i popłakuje. Już wysadziłem nogę z piórnika, żeby ją lecieć pocieszyć, a tu właśnie podeszła do niej pani i pyta, czego Tosia płacze?
A Tosia mówi:
— O mysie ogonki…
A pani zaczęła się śmiać i mówi:
— To wiesz, Tosiu, najlepiej je obciąć, bo to i czyściej, i zdrowiej, i nikt się z warkoczyków śmiać nie będzie.
Na drugi dzień ledwo zerknąłem z piórnika — widzę: Tosia ma warkoczyki obcięte!… Z początku żal mi się zrobiło, ale potem patrzę: Tosia ma grzyweczkę i równo obcięte włoski i takie puszyste, wymyte, i jeszcze jej ładniej niż w warkoczykach.
Więc zagrałem na nosie tej niemądrej gumie-myszce i zawołałem:
— A widzisz! Już niema Tosia mysich ogonków!…