Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O Tosi, o Bronku i o mysim ogonku.

Muszę dziś trochę napisać o Tosi.

Tosia ma czarne oczy — takie jak moje.

Tosia ma nosek — nie taki duży, jak mój, tylko taki sobie zwyczajny nosek, ale niezgorszy.

Tosia ma dwa uszka, nie takie piękne i odstające jak moje, ale też niezgorsze.

A za temi uszkami Tosia ma dwa czarne warkoczyki.

Takich warkoczyków to ani ja nie mam, ani nikt. Te warkoczyki to są najładniejsze. Sterczą każdy w inną stronę, a na końcu mają kokardki.

Te kokardki od święta są rozmaite: czerwone i zielone, a na codzień granatowe.

Dzisiaj rano to się pokłóciłem z tą niemądrą gumą-myszką o Tosi warkoczyki. Guma-myszka powiada, że Tosi warkoczyki to są, jak jej ogonek.

— Jakto, jak twój ogonek? — pytam:

— A tak — nie słyszałeś, jak Bronek z ostatniej ławki wołał na pauzie, że Tosi warkoczyki to są „mysie ogonki”?…

Więc się okropnie zezłościłem, zacisnąłem pięści i zawołałem:

— Czy miałaś kiedy czerwoną, zieloną albo granatową kokardkę na końcu ogonka?…

Guma-myszka się zlękła i powiedziała, że żadnej nie miała.

— No widzisz — powiadam — to czemu się puszysz? Co Tosi warkoczyk, to Tosi warkoczyk, to nie twój ogonek!

Tosi warkoczyki są długie na palec i grube na palec i mają na końcu kokardki: czerwone, zielone albo granatowe!

Ja się kłócę z gumą-myszką, a tu patrzę, Tosia siedzi i popłakuje. Już wysadziłem nogę z piórnika, żeby ją lecieć pocieszyć, a tu właśnie podeszła do niej pani i pyta, czego Tosia płacze?

A Tosia mówi:

— O mysie ogonki…

A pani zaczęła się śmiać i mówi:

— To wiesz, Tosiu, najlepiej je obciąć, bo to i czyściej, i zdrowiej, i nikt się z warkoczyków śmiać nie będzie.

Na drugi dzień ledwo zerknąłem z piórnika — widzę: Tosia ma warkoczyki obcięte!… Z początku żal mi się zrobiło, ale potem patrzę: Tosia ma grzyweczkę i równo obcięte włoski i takie puszyste, wymyte, i jeszcze jej ładniej niż w warkoczykach.

Więc zagrałem na nosie tej niemądrej gumie-myszce i zawołałem:

— A widzisz! Już niema Tosia mysich ogonków!…