Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Wiele krzyku o wycieraczkę w piórniku.

A tu wraca pióro… atrament ze stalówki aż kapie.

Umazał się ołówek, umazała się guma-myszka, umazały się stalówki, umazał się kto żywy w piórniku i to nie nos — a cały.

A ja się z nich śmieję od ucha do ucha:

— A widzicie, nie kpijcie z cudzej biedy.

Sięgnęła Tosia po ołówek i umazała sobie palce. Zajrzała do piórnika i za głowę się złapała.

Tego już było za wiele.

Co tu począć z tym atramentem?…

Ale Tosia na wszystko znajdzie radę.

Poprosiła do pomocy igłę, nitkę i błyszczący naparsteczek. Wzięła śliczne kolorowe gałganki.

Szyła… szyła… wycinała. Uszyła wycieraczkę do pióra.

A ta wycieraczka jest jak książeczka. Ma dwie kartki niebieskie i dwie kartki czerwone, a brzegi wycinane w ząbeczki.

Wszyscy w piórniku krzyczeli, każdy chciał, żeby koło niego mieszkała. Ja też krzyczałem, żeby mieszkała koło mnie, ale Tosia kazała jej mieszkać w kącie, pod stalówką od pióra.

Jak pióro wraca do piórnika, to wycieraczka wyciera stalówkę z atramentu, póki nie błyszczy jak złoto.

Teraz już atrament nikomu nosa, ani boków nie poplami.

Jaka ta nasza Tosia mądra!