Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O kleksiku z kałamarza, co na nikogo nie zważa.

Dzisiaj rano Tosia otworzyła piórnik.

Ołówek podskoczył, bo myślał, że go Tosia wyjmie. Guma-myszka podskoczyła, bo myślała, że ją Tosia wyjmie.

A Tosia nie wyjęła ani ołówka, ani gumy-myszki, tylko… pióro!

Wyjęła Tosia zielone pióro.

Stalówki zaraz się napuszyły — czekają, którą Tosia wybierze?… Każda chce być pierwsza.

Wyjęła Tosia złotą stalówkę, zasadziła do pióra i mówi:

— Tyś stalówka ze złota, będziesz ładnie pisała.

Stalówka: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu po papierze smaruje. A co się ruszy, to kulfona usadzi. A co się posunie, to o papier zawadzi. A co ją Tosia przyciśnie, to z niej atrament pryśnie.

Tosi pot na czole wystąpił:

— Oj, lepiej było pisać ołówkiem!

A ołówek wysadził z piórnika łepek w czerwonym kapeluszu i woła do pióra:

— Choć masz stalówkę ze złota, bazgrzesz, jak kura pazurem koło płota!

Ale pióro na to nie zważa, tylko: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu… pisze coraz lepiej.

Już prawie pół strony zapisało.

Aż tutaj, na samym środku stronicy — hyc! ze stalówki czarny, brzydki kleksik!

Zrobiła się awantura:

Pzyleciała na ratunek różowa bibuła: piła atrament, piła, sama się uczerniła — nic nie pomogło.

Przyleciała na ratunek guma-myszka: tarła… tarła… cały ogonek sobie zdarła — nic nie pomogło…

Kleks jak siedział, tak siedzi, czarnym okiem na wszystkich łypie. Czarny język wszystkim pokazuje i woła:

— Jestem kleksik z kałamarza, co na nikogo nie zważa!…

A ołówek zerka z piórnika i cieszy się, że lepszy od pióra, bo nigdy kleksików nie robi.

A biedna Tosia płacze i płacze, że jej kleks stronicę zepsuł. Co tu robić?