Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O Witku, o zbytku, o oparzeniu i o Tosi ogłoszeniu.

Ten Witek poleciał ze mną na sam koniec korytarza, aż do umywalni.

Myślałem, że chociaż umyje swoje łapska. Były takie brudne jak u kominiarza. Ile razy mnie brał do ręki, to mi zawalał mój czerwony kubraczek. Ale jemu się ani śniło myć ręce. On tam poleciał psocić po swojemu.

Przy białej umywalce, pod kranem myły ręce mydłem i szczoteczką dwie dziewczynki. Witek wyrwał im mydło i szczoteczkę i chciał im namydlić twarze, ale dziewczynki się nie dały, więc się odwrócił i chciał je ochlapać wodą z kubła.

Wsadził prędko rękę do wody i nagle jak nie wrzaśnie!… To była gorąca woda do mycia podłogi i umywalek.

Oj! co to było krzyku i gwałtu!

Ale potem się zląkł, że dostanie burę o te dziewczynki, więc się uspokoił. Czerwoną, spuchniętą rękę owinął brudną chustką do nosa i powlókł się do klasy, jęcząc cicho.

Kiedy przechodził koło drzwi naszej klasy, zobaczył ogłoszenie. Zaciekawiło go. Stanął i przeczytał. A tam tak było napisane:

Kto mi odda mojego Plastusia to mu dam 4 malowanki i 1 żółtą wstążeczkę

Ten Plastuś jest taki: cały z plasteliny ubrany na krasnoludka

Tosia z I-go oddziału