Dziś rano na pierwszej lekcji śpię sobie spokojnie z wycieraczką pod głową, a tu mi ołówek krzyczy nad uchem:
— Słuchajcie! Słuchajcie! Jakieś dziwy się w klasie dzieją! Rysowała mną Tosia kółko na różowej bibułce! Dzieci krają słomę na kawałki i nawlekają kolorowe paciorki!
Wszyscy tacy ciekawi, że mało piórnika nie rozsadzą. Do czego też dzieci krają słomę na kawałki?…
Na szczęście Tosia otworzyła piórnik i wszyscy zobaczyli, że na każdej ławce leży bibułka różowa, czerwona i niebieska, i słoma, i paciorki, i złotko, i srebro. I że każde dziecko ma nożyczki i wszystkie wykrawają gwiazdki i kółeczka z bibułki i nawlekają to wszystko na nitki. Tak jak u nas w domu wczoraj wieczorem.
To przecież jest cudowne i wesołe! Wszyscy się cieszymy, ale nic nie rozumiemy, o co tu chodzi.
Dopiero pióro wyjrzało z piórnika i powiedziało:
— Ja wiem, co to będzie. To będzie choinka!
To pióro już z Tosią chodziło zeszłego roku do szkoły i dlatego takie mądre.
Wszyscy się okropnie ucieszyli, że będzie choinka, choć nikt. nie wiedział, co to znaczy.
A tu Tosia robi czerwone kwiatuszki i przeplata słomą i wiąże takie pajączki. A Zosia okleja skorupy jajka kolorowym papierem i robi dzbanuszki. A Joasia robi baletniczki w różowych spódniczkach. A ten Bronek z ostatniej ławki robi z Felkiem taki wielki, długi łańcuch z papieru i co trochę zrobi, to koło szyi okręci.
Więc ja usiadłem na wierzchu piórnika i o mało mi oczy nie wyskoczą z ciekawości.
— Co to będzie? Co to z tego będzie?
Aż tu Tosia mówi:
— Wiesz, Zosiu, niech mój Plastuś też wisi na choince! Przebiorę go za krasnoludka!
I zaraz mi dorobiła wielki kaptur i czerwoną kapotę, przewiązała mnie czerwoną nitką i już byłem gotów na choinkę.
Chciałem zagrać na nosie tym z piórnika, że to ja idę, a oni nie, ale nie zdążyłem, bo mnie Tosia zaraz zaniosła i powiesiła na choince.
Ta choinka to jest zielona i pachnąca, i kłująca. Ale na niej okropnie wesoło. Koło mnie paliły się świeczki: czerwona i żółta. Wisiała wielka niebieska kula, i leciał rajski ptak, i samolot, i skakał piernikowy konik, i tańczyły dwie panny z włóczki.
A potem wieczorem przyszły dzieci z całej szkoły i dostawały dobre rzeczy, i śpiewały, i tańczyły, a najładniej tańczyła moja Tosia.
I my też tańczyliśmy na choince. Potem dzieci dostawały podarunki. Tosia dostała ciepły szalik, śliczny, niebieski w żółte paski, a ja patrzyłem na to zgóry i cieszyłem się.