Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Bawimy się w chowanki — same niespodzianki.

U nas w domu jest teraz bardzo wesoło, bo Lodzia przynosi ze sobą lalkę Klarcię. Po obiedzie wszyscy razem uczymy się lekcyj, a potem się pysznie bawimy do wieczora.

Dzisiaj tośmy się uczyli z takiej niebieskiej nowej książeczki wierszyka o gałgankowej laleczce. Tam było tak:

Ta laleczka gałgankowa wciąż się Jagnie gdzieści chowa…

Było jeszcze o tem, jak się ta laleczka chowa do popielnika i do mysiej norki, i w różne miejsca. Nam się to okropnie' podobało i zaraz zaczęliśmy wołać z Klarcią, że i my też chcemy się chować.

Więc była zabawa w chowanego.

Raz się chowała Klarcia, a raz ja.

Ale ja się lepiej chowałem, bo jestem mniejszy i nie mam czerwonej sukni w zielone kwiateczki, to mnie nie widać.

Chowałem się w różne miejsca: za książki na półce, za doniczki z kwiatkami, pod kanapę Petronelki, a Tosia mówiła: ciepło… ciepło… zimno… zimno, a Lodzia szukała.

Ale raz schowałem się za jakiś koszyczek, co stał w kąciku. Myślę sobie: tu mnie nikt nie znajdzie! Nawet czubka nosa nie widać. Stoję cichutko, czekam…

Tosia ciągle powtarza: zimno… zimno… ciepło… ciepło…

A tu się ktoś skrada pocichutku i łaps mnie w pół! i hops do góry!

Ojej! co to było! Bęcnąłem na środek pokoju, pogubiłem oba pantofle, rozpłaszczyłem sobie nos o podłogę!

To ten nasz szkaradny Mruczek! Myślał, że chcę się z nim bawić, bo stanąłem koło jego koszyczka.

A Tosia się śmieje, że Mruczek mnie prędzej znalazł niż Lodzia.

Z Klarcią to było jeszcze lepiej.

Usiadła pod kwiatkiem na brzegu doniczki, a że jest troszkę krzywa w pasie, przechyliła się na jeden boczek i chlup! wpadła do akwarjum ze złotemi rybkami, co tam pod nią stało.

Oj! rybki się poprzelękały, myślały, że to wieloryb. Klarcia się zamoczyła calutka. Trzeba ją było suszyć na sznurku przy piecu.

Takie były pyszne chowanki aż do kolacji.