Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Kogo się pantofel boi i o tem, co Fikuś nabroił.

Mamy w domu nowego pieska. Ten piesek nazywa się Fikuś. Fikuś jest taki śmieszny, że wcale nie można wytrzymać. Trzeba się tylko okropnie pilnować, żeby nie spaść ze stołu, bo Fikuś wszystko tarmosi.

Najwięcej to się go boją pantofle. Te pantofle to są bardzo biedne, bo Tosia i Jacek często nie chowają ich do szafki, tylko zostawiają na podłodze.

Biedne pantofle wpychają się jak mogą najdalej w kącik pod łóżkiem, ale Fikuś zawsze je wypatrzy. Rzuca się na pantofel, chwyta za piętę.

— Wrrr…. wrrr! Ja ci tu pokażę!…. Wrrr…. ja ci tu sprawię! — warczy i przewraca oczami.

A biedny pantofel mdleje ze strachu i zwisa nosem aż do ziemi. Czasami, jeżeli wejdzie do pokoju Mruczek, to Fikuś — buch! ciska pantofel na środek pokoju i — hopsasa! skacze do Mruczka.

Ale Mruczek to nie pantofel! Oho!

Nasroży się, grzbiet wygnie, parsknie parę razy i bęc!.. bęc! Fikusia po mordce.

Ale dzisiaj to Fikuś zrobił dużą szkodę. Do nas przychodzi teraz na obiady Lodzia.

Przyszliśmy ze szkoły i dziewczynki zdjęły palta i czapki. Lodzia chciała powiesić je w przedpokoju, ale Tosia powiedziała, że ma wieszadło urwane i że niewarto. Cisnęły wszystko na krzesło i poszły na obiad.

Ja siedzę sobie na piórniku, patrzę, a tu leci Fikuś!… Wspiął się na krzesło, obwąchał ubranie — haps! złapał czapkę Lodzi i dalejże ją tarmosić i szarpać, i warczeć. Ja zacząłem wołać:

— Ratunku! ratunku!.. ile tylko sił, ale nikt nie słyszał. Mruczek akurat nie wszedł do pokoju, a czapeczka nie jest taka twarda jak pantofel. Kiedy dziewczynki przyszły odrabiać lekcje, to z Lodzi czapeczki zostały tylko strzępy. Tosia się rozpłakała, bo to ona nie dała Lodzi powiesić ubrania.

Jak to dobrze, że ja mam kubraczek z plasteliny, przyrośnięty do siebie, to najwygodniej. Ale gdybym miał ubranie osobno, to zrobiłbym sobie wieszadło z ołówka i z pluskiewek, a ramiączka ze stalówek i takby wszystko wisiało pięknie, że to ha! Żaden Fikuś nie podarłby mi czapki. Ale wszystko się dobrze skończyło, bo mama Tosi zrobiła zaraz dla Lodzi szydełkiem nową czapeczkę, a z resztek zrobiły dziewczynki na moje utrapienie jeszcze więcej panien z włóczki.