Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Jak się ze mną poznali ci, co w książkach mieszkali.

Dzisiaj to był dobry dzień, bo Tosia wydawała książki. Ale, prawda, zapomniałem napisać, że nasza klasa to ma własną bibljotekę.

Ta bibljoteka to jest taka ładna, że nie wiem i duża! Chyba z pięć razy większa od naszego piórnika.

Wszystkie książki w bibljotece są obłożone w niebieski papier i mają zakładki z niebieskiej tasiemki. Niektóre książki to są bez obrazków, ale inne to mają takie śliczne obrazki, że chciałbym je cały dzień oglądać!

W jednej książce to są tacy braciszkowie jagodowi i siostrzyczki borówczanki z lasu i oni jeżdżą w prawdziwego szczurka (nie w… gumę-myszkę), prawdziwym wózkiem (nie takim z pudełka od zapałek).

Ja ich prosiłem, żeby mnie zabrali. Oni się zgodzili i zawołali: prrrrr… i szczurek stanął. Już miałem wsiąść i pojechać z niemi do tego ich jagodowego kraju… Ale spojrzałem na Tosię i zrobiło mi się strasznie żal i zostałem.

A potem przyszedł jeden chłopiec, Antek, i przyniósł książkę bez okładki.

Tosia bardzo się gniewała i mówiła, że nie wolno z książek zdejmować okładek, bo się niszczą, bo te książki kupili dla siebie wszyscy razem i wszyscy o nie dbać muszą.

Ja wcale nie wiem, dlaczego Tosia tak się gniewała? Bo ja to byłem bardzo zadowolony, że ten chłopiec zdjął ten papier, bo tam na tej książce był śliczny obrazek na okładce. Na tym obrazku był taki duży chłopczyk jak Tosia i rozmawiał z takim maciupeńkim ludziczkiem jak ja. Jak go zobaczyłem, to go ucałowałem i zapytałem, jak się nazywa, a on zawołał:

„Jestem ci bardzo rad, a nazywam się Skrzat”.

A ja mu powiedziałem, że się nazywam Plastuś i zapytałem go, gdzie mieszka, a on powiedział, że w Wojtusiowej izbie, a ja, że w Tosinym piórniku… I już nic więcej nie zdążyliśmy sobie powiedzieć, bo Tosia wzięła książkę i obłożyła w nowy niebieski papier…

A potem pani nasza przyszła i czytała dzieciom taką piękną historję o sierotce Marysi, o gąskach i o lisku i potem ktoś kogoś zjadł, tylko nie wiem, czy lisek gąski, czy gąski liska, bo okropnie płakałem. Ale potem krasnoludki, takie malutkie jak ja, pomogły Marysi i wszystko było dobrze! Oj, jak ja lubię czytać książki z obrazkami!