Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Historja cała o porządku i o strzałach.

W tym tygodniu Tosia z Joasią są porządkowe.

To bardzo przyjemnie być porządkową. Jak tylko lekcja się skończy, to zaraz wołamy grubym głosem, żeby wszyscy wychodzili na korytarz. A jak już nikogo w klasie niema, to Joasia z Tosią otwierają okna, zamiatają i ścierają ślicznie z tablicy, a Adrjan podlewa kwiatki.

Dzisiaj obszedłem z Tosią całą klasę, żeby sprawdzić porządek. Wszędzie było dość porządnie. Oj! ale co się tam działo pod ławką tego Bronka i tego Antka!

Tarzały się tam łupinki od pestek i skorupki od jajek, i kule zgniecionego papieru! A na szlaku nad ich ławką był narysowany chłopak i mysz, i szczur i było napisane: „Pan Antoni myszy goni, szczury łapie po pułapie”.

Tosia musiała wziąć swoją gumę-myszkę i długo to wszystko ścierać, bo jakby pani zobaczyła, toby się okropnie na tych chłopców gniewała!

Gdyby tak było u wszystkich dzieci, toby klasa wyglądała jak śmietnik!

Tosia zmiotła to wszystko i wyrzuciła do kosza, a strzały z papieru pozbierała i schowała Bronkowi do kasetki.

Ledwo się pauza skończyła, a tu ten Bronek leci do swojej ławki i wrzeszczy:

— Tośka, gdzie moje strzały? Widzicie ją, złapała mi moje strzały!

Więc Tosia mówi, że są w kasetce. To ten Bronek zaczął się przedrzeźniać!

— Tosia porządkosia… Tosia — porządkosia… i strzelił Tosi w sam nos taką strzałą.

To taka sprawiedliwość na tym świecie! Żebym ja był większy, tobym się z tym Bronkiem rozmówił!

Przecież Tosia mogła te głupie strzały wyrzucić, a ona je pozbierała i pochowała! Brzydki łobuziak!

A potem ja chciałem być porządkowym w piórniku. Wołałem grubym głosem, żeby wszyscy wyszli na pauzę — ale im się ani śniło.

Guma-myszka zapiszczała, żebym się nie rządził jak szara gęś!

To wszystko z zazdrości, bo sama chce być porządkową.

Więc się obraziłem i poszedłem spać do swojego pokoiku.

Jak nie chcą, to niech nie mają porządkowego i już!