W tym tygodniu Tosia z Joasią są porządkowe.
To bardzo przyjemnie być porządkową. Jak tylko lekcja się skończy, to zaraz wołamy grubym głosem, żeby wszyscy wychodzili na korytarz. A jak już nikogo w klasie niema, to Joasia z Tosią otwierają okna, zamiatają i ścierają ślicznie z tablicy, a Adrjan podlewa kwiatki.
Dzisiaj obszedłem z Tosią całą klasę, żeby sprawdzić porządek. Wszędzie było dość porządnie. Oj! ale co się tam działo pod ławką tego Bronka i tego Antka!
Tarzały się tam łupinki od pestek i skorupki od jajek, i kule zgniecionego papieru! A na szlaku nad ich ławką był narysowany chłopak i mysz, i szczur i było napisane: „Pan Antoni myszy goni, szczury łapie po pułapie”.
Tosia musiała wziąć swoją gumę-myszkę i długo to wszystko ścierać, bo jakby pani zobaczyła, toby się okropnie na tych chłopców gniewała!
Gdyby tak było u wszystkich dzieci, toby klasa wyglądała jak śmietnik!
Tosia zmiotła to wszystko i wyrzuciła do kosza, a strzały z papieru pozbierała i schowała Bronkowi do kasetki.
Ledwo się pauza skończyła, a tu ten Bronek leci do swojej ławki i wrzeszczy:
— Tośka, gdzie moje strzały? Widzicie ją, złapała mi moje strzały!
Więc Tosia mówi, że są w kasetce. To ten Bronek zaczął się przedrzeźniać!
— Tosia porządkosia… Tosia — porządkosia… i strzelił Tosi w sam nos taką strzałą.
To taka sprawiedliwość na tym świecie! Żebym ja był większy, tobym się z tym Bronkiem rozmówił!
Przecież Tosia mogła te głupie strzały wyrzucić, a ona je pozbierała i pochowała! Brzydki łobuziak!
A potem ja chciałem być porządkowym w piórniku. Wołałem grubym głosem, żeby wszyscy wyszli na pauzę — ale im się ani śniło.
Guma-myszka zapiszczała, żebym się nie rządził jak szara gęś!
To wszystko z zazdrości, bo sama chce być porządkową.
Więc się obraziłem i poszedłem spać do swojego pokoiku.
Jak nie chcą, to niech nie mają porządkowego i już!