Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



Pudełeczko — podnieś wieczko!

Dzisiaj miała być lekcja robót.

Wyglądam z piórnika, patrzę, a tu znowu koło nas stoi jakieś pudełeczko.

To pudełeczko było jeszcze ładniejsze, niż nasz piórnik i niż pudełko z farbami. Całe w kwiateczki!

Co tam może być w środku? Pewno cukierki! Więc pobiegłem do niego, zastukałem i mówię:

— Pudełeczko! pudełeczko! podnieś wieczko.

A w pudełeczko zrobił się gwałt i cieniutkie głosiki krzyczą:

— Nie otwierać! nie otwierać, przyszli nas stąd pozabierać!…

Aż tu przyszła Tosia i — myk! pudełeczko otworzyła… Ja patrzę, a tam w środku nie cukiereczki, tylko takie jakieś dziwne rzeczy…

Jakiś świecący kapelusik (zupełnie jakby dla mnie) cały w dołeczki — więc się go pytam:

— Fiku, miku, kto jesteś, kapelusiku?

A kapelusik się nasrożył i krzyknął:

— Ja jestem imć naparstek, pancerz wspaniały ze stali cały! Beze mnie igły jak osy pokłułyby palce Tosi! Pokłułyby jej paluszki, że spuchłyby, jak poduszki. A jak się Tosi palec w naparstek ustroi, to się najgorszej igły — ni trochę nie boi.

A tu naraz w takiej zielonej rurce robi się gwałt i cieniutkie głosiki brzęczą:

— Co on gada, ten szkarada? Igły, najlepsze pracowniczki! Kto szyje Tosi spódniczki? Kto reperuje majteczki, jeśli nie igiełeczki?!

A tu gruba, pękata jejmość z kąta woła:

— O co znowu w igielniku tyle gwałtu, tyle krzyku?! Niechaj mi tu nikt nie świeci, że igła szyje bez nici! Czy sukienka, czy koszulka, zawsze pierwsza nici szpulka! A gdy się nici wywiną, to też wesoła nowina! zostanie szpuleczka na kółka do wózeczka!

A igły swoje:

— Nie pomoże szpulka cała, gdyby się igła złamała.

Byliby się tak przekomarzali bezkońca, a tu Tosia — myk! nadziała naparstek! — smyk, nawlekła igłę nitką i — szach! mach! zaczęła szyć, że aż strach!