Dzisiaj miała być lekcja robót.
Wyglądam z piórnika, patrzę, a tu znowu koło nas stoi jakieś pudełeczko.
To pudełeczko było jeszcze ładniejsze, niż nasz piórnik i niż pudełko z farbami. Całe w kwiateczki!
Co tam może być w środku? Pewno cukierki! Więc pobiegłem do niego, zastukałem i mówię:
— Pudełeczko! pudełeczko! podnieś wieczko.
A w pudełeczko zrobił się gwałt i cieniutkie głosiki krzyczą:
— Nie otwierać! nie otwierać, przyszli nas stąd pozabierać!…
Aż tu przyszła Tosia i — myk! pudełeczko otworzyła… Ja patrzę, a tam w środku nie cukiereczki, tylko takie jakieś dziwne rzeczy…
Jakiś świecący kapelusik (zupełnie jakby dla mnie) cały w dołeczki — więc się go pytam:
— Fiku, miku, kto jesteś, kapelusiku?
A kapelusik się nasrożył i krzyknął:
— Ja jestem imć naparstek, pancerz wspaniały ze stali cały! Beze mnie igły jak osy pokłułyby palce Tosi! Pokłułyby jej paluszki, że spuchłyby, jak poduszki. A jak się Tosi palec w naparstek ustroi, to się najgorszej igły — ni trochę nie boi.
A tu naraz w takiej zielonej rurce robi się gwałt i cieniutkie głosiki brzęczą:
— Co on gada, ten szkarada? Igły, najlepsze pracowniczki! Kto szyje Tosi spódniczki? Kto reperuje majteczki, jeśli nie igiełeczki?!
A tu gruba, pękata jejmość z kąta woła:
— O co znowu w igielniku tyle gwałtu, tyle krzyku?! Niechaj mi tu nikt nie świeci, że igła szyje bez nici! Czy sukienka, czy koszulka, zawsze pierwsza nici szpulka! A gdy się nici wywiną, to też wesoła nowina! zostanie szpuleczka na kółka do wózeczka!
A igły swoje:
— Nie pomoże szpulka cała, gdyby się igła złamała.
Byliby się tak przekomarzali bezkońca, a tu Tosia — myk! nadziała naparstek! — smyk, nawlekła igłę nitką i — szach! mach! zaczęła szyć, że aż strach!