Maria Kownacka

Plastusiowy Pamiętnik



O chińskiej awanturze, o pendzelku i o piórze.

Odkąd pendzelek tak zawołał o tym Chińczyku, to pióro nie mogło się uspokoić. Ciągle czekało na lekcję rachunków, żeby się z Chińczykiem zobaczyć.

Bo Chińczyk mieszka w zeszycie od rachunków. Ma skośne oczy, żółtą buzię, długi warkocz i przytrzymuje cytrynową wstążeczkę na różowej bibule.

A tu jak na złość najpierw lekcja polskiego. W zeszycie od polskiego tańczą na czerwonej wstążeczce krakowianka z krakowiakiem. Pytało się ich pióro o Chińczyka, ale oni ciągle swoje wkółko:

—„Krakowiaczek jeden miał koników siedem”…

Hołubce biją i wcale nie można się z niemi dogadać… A potem była pogadanka.

W zeszycie do pogadanek mieszka zielona żabka pod czerwonym muchomorem na niebieskiej wstążeczce. Pytało się jej pióro o Chińczyka, ale żaba oczy wybałuszyła i coś po żabiemu zakumkała; pióro nic nie zrozumiało.

Wreszcie dzisiaj pani przyniosła do klasy duże pudełko z kasztanami, Tosia otworzyła zeszyt od rachunków, a tu siedzi sobie na bibule Chińczyk i głową kiwa, więc pióro do niego:

— Chińczyku, Chińczyku, czy prawda, że pendzelki umieją pisać?

A Chińczyk się uśmiecha i głową kiwa:

— Tak, tak, tak, tak…

Więc pióro okropnie zmartwione wróciło do piórnika.

Tu dopiero wszyscy zaczęliśmy mu tłumaczyć, że dzieci chińskie, co piszą pendzelkami, są za górami, za morzami. U nas dzieci pendzelkiem malują, a piszą tylko piórem. I jak chcą, to umieją pisać bardzo ładnie, tak jak Lodzia z drugiej ławki.

Ale pióro nie dało się pocieszyć.

Aż tu Tosia znalazła radę. Namalowała pendzelkiem podwórko, budę pieska i gąski, a piórem wszystko pięknie opisała, co tylko było na obrazku, i już teraz jest zgoda.