Oj, dzisiaj rano tośmy się wszyscy strachu najedli.
Wyjęła Tosia na chwilę ołówek. Ołówek wraca i woła do nas:
— Słuchajcie! co się stało — wielka niespodzianka! Zosia przyniosła Tosi na przeprosiny nowy piórnik!
Więc scyzoryk zaraz:
— Już na nas nie będzie chciała patrzeć!…
Więc guma-myszka i stalówki w bek i wszyscy pchamy się zobaczyć ten nowy piórnik.
I naprawdę stoi koło nas jakieś długie, czarne pudełeczko… obejrzałem je i mówię:
— To wcale nie piórnik, bo za płaskie!
— Jabym się wcale do niego nie zmieściła, piszczy guma-myszka.
No, pewno, taki tłuścioch!
— Ale co to może być?
— Ano zobaczymy — mówi scyzoryk — jakeśmy się wszyscy podsadzili — to trach, wieczko odskoczyło… A tam w środku — cudeńka: biała podłoga, a w tej podłodze dołeczki, a w tych dołeczkach mieszkają takie kolorowe guziczki jak przy Tosi sweterku. A każdy guziczek innego koloru: czerwony, żółty, niebieski, zielony — jak cukiereczki… A z boku dlugi korytarzyk, jak u nas w piórniku. A w tym korytarzyku mieszka taka niby obsadka, tylko że zamiast stalówki ma czuprynkę. Więc się pytam — kto wy jesteście?
— Ja jestem pendzelek!
— A my jesteśmy farby!
— A do czego?
— Do malowania.
— A co wy umiecie malować?
— Ja umiem malować niebo, chabry i twoje oczki!
— Ja maki, jabłuszka i twój nosek!
— Ja trawę, drzewa i twoje majteczki!…
Ale nie zdążyłem wszystkich się wypytać, bo przyszła Tosia ze szklanką wody, wzięła papier i pendzelek z korytarzyka. Pendzelek biegał, biegał po papierze. Namalował zielony domek, żółty płotek, czerwone kwiatki i niebieskie ptaszki.
A pióro aż zgrzytało z zazdrości, że tak nie potrafi. Wkońcu krzyknęło do pędzelka:
— Ale ty pisać nie potrafisz!
A pendzelek roześmiał się i zawołał:
— Zapytaj o to Chińczyka z malowanki.